
E-commerce pozostaje jednym z najczęściej atakowanych sektorów, gdzie rosnąca skala DDoS, automatycznego zbierania danych oraz prób wykorzystania podatności aplikacji i przejętych kont bezpośrednio wpływa na dostępność sprzedaży i konkurencyjność, dlatego kluczowe staje się podejście oparte na analizie i filtrowaniu ruchu jeszcze przed dotarciem do infrastruktury, rozróżnianiu typów botów, ochronie warstwy aplikacyjnej oraz budowie spójnej, wielowarstwowej strategii bezpieczeństwa wspierającej stabilne działanie sklepu nawet przy dużym obciążeniu.
Branża e-commerce pozostaje jednym z głównych celów cyberataków – jak wynika z raportów Cloudflare, sektor handlu internetowego regularnie znajduje się w czołówce najbardziej atakowanych branż, szczególnie pod kątem ataków DDoS oraz nadużyć botów, które w okresach wzmożonej sprzedaży stanowią istotną część całego ruchu.
W ostatnich latach e-commerce rozwija się w bardzo szybkim tempie. Coraz więcej firm przenosi sprzedaż do internetu, a dla wielu organizacji sklep online przestał być jedynie dodatkowym kanałem sprzedaży i stał się kluczowym elementem całego biznesu. W praktyce oznacza to, że dostępność platformy sprzedażowej ma dziś bezpośredni wpływ na przychody firmy.
Jednocześnie wraz z rozwojem handlu w internecie pojawiają się nowe zagrożenia, które wcześniej w ogóle nie istniały. Kiedyś największym ryzykiem dla sklepu była kradzież towaru, czy włamanie. Dziś, gdy sprzedaż odbywa się w środowisku cyfrowym, zagrożenia również przeniosły się do sieci. Jednym z najczęściej spotykanych i jednocześnie najbardziej dotkliwych są ataki typu DDoS.
Atak DDoS polega na tym, że serwer lub aplikacja internetowa zostaje zalana ogromną liczbą zapytań, które powodują przeciążenie systemu i w efekcie uniemożliwiają normalne działanie strony. W takiej sytuacji serwery nie są w stanie obsłużyć ruchu i przestają odpowiadać prawdziwym użytkownikom.
Dla biznesu e-commerce jest to szczególnie problematyczne, ponieważ dostępność strony bezpośrednio przekłada się na możliwość sprzedaży. Jeśli sklep internetowy przestaje działać, klienci nie mogą wejść na stronę, dodać produktów do koszyka ani sfinalizować zamówienia.
Można to porównać do sytuacji w sklepie stacjonarnym. Jeśli sklep pozostaje zamknięty, klienci nie mają możliwości wejścia do środka i dokonania zakupów. W świecie online działa to dokładnie tak samo. Każda minuta niedostępności platformy sprzedażowej oznacza realną stratę finansową i utracone zamówienia.
Jeszcze kilka lat temu przeprowadzenie dużego ataku DDoS wymagało sporych zasobów technicznych oraz dostępu do dużej liczby zainfekowanych komputerów. Dziś sytuacja wygląda zupełnie inaczej, a jednym z głównych powodów jest ogromna liczba urządzeń podłączonych do sieci.
Oprócz komputerów i smartfonów są to również kamery monitoringu, telewizory, inteligentne sterowniki, roboty sprzątające czy nawet sprzęt AGD, taki jak lodówki, pralki czy zmywarki wyposażone w moduł Wi-Fi.
Problem polega na tym, że wiele z tych urządzeń nie jest odpowiednio aktualizowanych pod kątem bezpieczeństwa. Producenci skupiają się przede wszystkim na funkcjonalności i nowych możliwościach sprzętu, natomiast kwestie bezpieczeństwa często schodzą na dalszy plan.
W rezultacie takie urządzenia mogą zostać przejęte przez cyberprzestępców i wykorzystane jako element tzw. botnetu, czyli sieci zainfekowanych urządzeń, które jednocześnie generują ruch w kierunku wybranego celu.
Co istotne, problem ataków DDoS nie tylko nie znika, ale z roku na rok staje się coraz poważniejszy. Według globalnych danych jeszcze w 2023 roku odnotowano około 14 milionów tego typu ataków. Dwa lata później liczba ta przekroczyła już 47 milionów.
W praktyce oznacza to, że skuteczna ochrona przed atakami DDoS musi spełniać dwa podstawowe warunki. Po pierwsze, system musi być w stanie dokładnie analizować ruch i odróżniać legalne zapytania od ataku. Po drugie, infrastruktura musi być wystarczająco wydajna, aby obsłużyć ogromne ilości ruchu bez przeciążenia.
Drugim zagrożeniem, które w przypadku e-commerce pojawia się bardzo często, jest scraping danych ze strony internetowej. W praktyce polega on po prostu na automatycznym odpytywaniu strony internetowej w celu zebrania informacji, które są na niej publicznie dostępne.
W przypadku sklepów internetowych najczęściej chodzi o produkty, ceny, dostępność oraz historię zmian cen. Jeśli prowadzimy sklep sprzedający na przykład sprzęt AGD, elektronikę czy odzież, niemal zawsze działamy w środowisku bardzo silnej konkurencji. Konkurenci chcą wiedzieć, jakie produkty mamy w ofercie, ile kosztują oraz jak zmieniają się ich ceny w czasie.
W świecie offline zdobycie takich informacji wymagałoby odwiedzania wielu sklepów i ręcznego sprawdzania cen na półkach. W internecie wszystko jest znacznie prostsze, ponieważ większość tych danych znajduje się bezpośrednio na stronie sklepu.
Dzięki temu możliwe jest na przykład monitorowanie:
• aktualnych cen produktów, • zmian cen w czasie, • dostępności konkretnych towarów, • całej struktury oferty sklepu.
Na podstawie takich danych konkurencja może automatycznie dopasowywać własne ceny, tak aby w danym momencie oferować produkt taniej lub szybciej reagować na zmiany na rynku.
Warto też pamiętać, że scraping nie zawsze jest wykonywany bezpośrednio przez konkurencyjne sklepy. W praktyce istnieje wiele firm, które specjalizują się w zbieraniu i analizowaniu takich danych.
Dostarczają one swoim klientom raporty dotyczące cen produktów, dostępności w różnych sklepach czy trendów rynkowych. Dla e-commerce oznacza to, że dane o ofercie sklepu mogą być zbierane i analizowane na dużą skalę, często w sposób całkowicie zautomatyzowany.
Dlatego coraz więcej firm zaczyna traktować scraping nie tylko jako ciekawostkę technologiczną, ale jako realny problem biznesowy, który może mieć wpływ na strategię cenową i konkurencyjność sklepu.
W tym miejscu pojawia się jednak ważny problem. W internecie ogromna część ruchu generowana jest przez boty, ale nie wszystkie z nich mają negatywny wpływ na działanie strony.
Można wręcz powiedzieć, że istnieją dwa typy botów:
• złe boty, które wykonują scraping lub próbują wykorzystać stronę w niepożądany sposób • dobre boty, które pomagają w funkcjonowaniu strony w internecie
Dobrym przykładem są boty wyszukiwarek internetowych, takie jak roboty Google. Ich zadaniem jest analizowanie strony internetowej, sprawdzanie jej struktury oraz indeksowanie treści, dzięki czemu strona może pojawiać się w wynikach wyszukiwania. Tego typu proces nazywany jest crawlingiem.
Boty skanują stronę, sprawdzają nagłówki HTTP, szybkość odpowiedzi serwera czy poprawność certyfikatów bezpieczeństwa, a następnie wykorzystują te informacje do pozycjonowania strony w wyszukiwarce.
Z perspektywy biznesu e-commerce jest to niezwykle ważne, ponieważ dobra widoczność w wyszukiwarce bezpośrednio przekłada się na ruch użytkowników i sprzedaż.
W ostatnim czasie pojawił się jeszcze jeden element, który dodatkowo komplikuje sytuację. Coraz częściej użytkownicy korzystają z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, takich jak ChatGPT czy Gemini, aby znaleźć konkretny produkt spełniający określone wymagania.
W praktyce oznacza to, że systemy AI również analizują strony internetowe w poszukiwaniu informacji o produktach, cenach czy parametrach technicznych. Jeśli taki system uzna, że dany sklep oferuje najlepszą opcję dla użytkownika, może wskazać bezpośredni link do produktu.
Z punktu widzenia e-commerce może to być dodatkowe źródło ruchu i sprzedaży. Dlatego również w tym przypadku ważne jest, aby nie blokować całego ruchu zautomatyzowanego, lecz potrafić go właściwie sklasyfikować.
Sklep internetowy to w praktyce aplikacja webowa, a to oznacza, że oprócz ataków DDoS czy ruchu botowego trzeba liczyć się również z klasycznymi atakami na warstwę aplikacyjną. W logach wielu systemów wciąż regularnie pojawiają się próby wykorzystania takich podatności jak SQL Injection czy Cross-Site Scripting. Mimo że są to jedne z najstarszych i najlepiej znanych metod ataku na aplikacje webowe, w praktyce nadal pozostają bardzo powszechne.
W większości przypadków nowoczesne systemy ochrony, takie jak WAF (Web Application Firewall), potrafią skutecznie wykrywać i blokować tego typu próby. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy pojawiają się ataki typu zero-day, czyli takie, które nie zostały wcześniej opisane i nie mają jeszcze przygotowanych sygnatur w systemach bezpieczeństwa. W takich sytuacjach ochrona musi opierać się nie tylko na znanych wzorcach ataków, ale również na analizie zachowania użytkowników i ruchu w aplikacji.
Kolejnym coraz częściej spotykanym problemem są skompromitowane dane logowania użytkowników. W internecie funkcjonują ogromne bazy wycieków zawierające adresy e-mail, loginy i hasła pochodzące z różnych naruszeń bezpieczeństwa. Jeśli użytkownik używa tych samych danych logowania w wielu serwisach, istnieje ryzyko, że zostaną one wykorzystane również do logowania w sklepie internetowym.
Z punktu widzenia bezpieczeństwa to szczególnie niebezpieczne, ponieważ atakujący działa wtedy jako zalogowany użytkownik. Oznacza to znacznie większe możliwości wykonywania operacji w systemie, które mogą prowadzić do nadużyć lub zakłócenia działania sklepu.
W przypadku sklepów internetowych kluczowe jest nie tylko wykrywanie zagrożeń, ale także ich neutralizowanie zanim dotrą do infrastruktury aplikacji. Jednym z podejść, które coraz częściej stosuje się w e-commerce, jest wykorzystanie globalnej sieci CDN połączonej z mechanizmami bezpieczeństwa.
Rozwiązania takie jak Cloudflare działają jako warstwa pośrednia pomiędzy użytkownikiem a infrastrukturą sklepu. Cały ruch trafia najpierw do globalnej sieci serwerów brzegowych, gdzie jest analizowany i filtrowany, zanim zostanie przekazany dalej do właściwej aplikacji.
Ma to szczególne znaczenie w przypadku ataków DDoS. Dzięki bardzo dużej przepustowości infrastruktury (liczonej w setkach terabitów na sekundę), nawet bardzo duże ataki wolumetryczne mogą zostać rozproszone i zatrzymane zanim dotrą do serwerów sklepu. Zamiast jednego punktu, który musi przyjąć cały ruch, zapytania są rozdzielane pomiędzy wiele centrów danych na świecie tzw. PoP.
Takie podejście pozwala chronić zarówno przed atakami sieciowymi na poziomie warstw L3 i L4, jak i bardziej zaawansowanymi atakami aplikacyjnymi na poziomie warstwy L7.
Jednocześnie platforma oferuje mechanizmy zarządzania ruchem botowym. Dzięki analizie zachowania użytkowników oraz mechanizmom behawioralnym możliwe jest rozróżnienie pomiędzy botami pożytecznymi, takimi jak roboty wyszukiwarek, a botami wykonującymi scraping czy inne niepożądane działania.
W praktyce oznacza to, że dzięki Cloudflare sklep może jednocześnie:
• blokować złośliwy ruch automatyczny • dopuszczać boty indeksujące wyszukiwarek • kontrolować ruch generowany przez systemy AI • chronić aplikację przed znanymi i nowymi atakami aplikacyjnymi dzięki WAF • blokować hiperwolumetryczne ataki DDOS
Dlatego skuteczna ochrona e-commerce wymaga nie tylko reagowania na incydenty, ale przede wszystkim budowania wielowarstwowej strategii bezpieczeństwa, która łączy ochronę infrastruktury, aplikacji oraz monitoring rzeczywistego działania platformy sprzedażowej. Odpowiednio dobrane narzędzia i procesy pozwalają nie tylko ograniczyć ryzyko ataków, ale również poprawić wydajność sklepu i zapewnić stabilne działanie usług nawet przy dużym ruchu.
